piątek, 6 stycznia 2012

Day 05. - Yoga - czyt. Mordownia

Nigdy, ale to przenigdy nie sądziłem że Yoga może być tak męcząca i wyciskająca poty. I od razu przepraszam tutaj wszystkich na których patrzałem z uśmieszkiem kiedy mówili że idą na Yogę - nie sądziłem że Olej chodzi na Yogę nie tylko popatrzeć na współćwiczące koleżanki.

Po 20. minutach byłem zdumiony że czas tak wolno płynie i zostało jeszcze ponad godzinę, statycznego napinania mięśni. Najbardziej jednak bolało uświadamianie sobie za każdym razem że nie umiem utrzymać wyprostowanej nogi przez pewien czas. Na szczęście po 45 minutach skończyły się asany i balansujące ćwiczenia były przyjemniejsze. Pot wtedy już się ze mnie tak nie lał i mogłem chwilę odpocząć.

Ale nie ma lekko i z treningiem walczyłem do końca zmuszając się do utrzymania pozycji ile tylko się dało. Mięśnie pod kolanem chciały mi się oderwać od kości ale wytrzymały.

Po takim wysiłku postanowiłem odpuścić sobie dzisiaj Ab Ripera i przestawić go na jutro.

Więc jeszcze tylko Kenpo, Ab Riper i w niedziele Stretching i mamy pierwszy tydzień za sobą.
Do usłyszenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz