No i stało się.
Dzisiaj pękł pierwszy dzień treningu.
Nie było łatwo i nie pamiętam co ostatnio oprócz upałów wycisnęło ze mnie tyle potu. A6W niech się chowa. To że ramiona mi spuchnęły czułem już po pierwszych 6 ćwiczeniach i miałem dość, zbierało mi się nawet na wymioty. Ale najważniejsze że dotrwałem do końca pierwszego dnia - Chest And Back.
Patrzę właśnie na swoje wyniki spisane na kartce i szału nie ma a co najwyżej wstyd, że niektórych pompek byłem w stanie zrobić aż 2 powtórzenia. Ale i tak jestem z siebie dumny z tak wyczerpującego treningu.
Po całej serii kiedy przyszło mi zmierzyć się z Ab Riperem, pozostała mi tylko walka. Mimo wcześniejszego wypełniania normy i wykonywania 25 powtórzeń każdego z ćwiczeń przed dwoma tygodniami, dziś w kilku ćwiczeniach musiałem się poddać po kilkunastu powtórzeniach :(. Ale to tylko z mojego lenistwa i przeszło dwutygodniowej przerwy od Ab Ripera.
Jutro walczymy znowu, jak tylko się wyśpię. Wojtek motywuje, a ciekawe co u Tomka.
Wyzwanie to wyzwanie. Ja się nie poddaję!
Bring It!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz