Dziś wczorajszy trening siłowy, odpuszczam yogę, a jutro zrobię legs and back.
Ale przed treningiem wyszedłem pobiegać. Miało być 8km. Po 1km zaczęły mnie boleć piszczele, ale biegnę dalej. W okolicach 2-3km kolka z prawej strony. Biegnę dalej. 6-7km, kolka z lewej strony, a po 7 km już tak czułem mięśnie brzucha jakbym przed chwilą zrobił Ab Ripera. Dobiegłem do 8km i wmówiłem sobie że zamknę kolejny etap i zrobię dzisiaj 10 km. I stało się. Jak zmierzyłem okazało się że w 1 godzinę i 9 minut strzeliłem 10,7km!
Chwila odpoczynku, nawodnienie, izotonik i zabieram się za trening. Kolejne postanowienie - wszystko na 10km. W każdym niemal ćwiczeniu wycisnąłem po 1-2 powtórzenia więcej. Dopiero w drugiej połowie cięzko mi było ocenić czy zrobiłem więcej bo wcześniej nie robiłem ćwiczeń z takim ciężarem.
Dałem sobie w kość zdrowo tego dnia.
Jak zakwasy pozwolą to jutro Legs & Back, a w weekend kenpo i Yoga.
Wraca motywacja do ćwiczeń!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz