Dzisiaj znów mi brakło czasu w ciagu dnia. Ale dzień nie był taki leniwy. Po pracy, skoczyłem na zakupy i do mieszkania wpadłem dopiero po 17. Założyłem buty i poszedłem pobiegać. Po 2,5 km straciłem kompana więc postanowiłem zrobić sobie jeszcze jedno duże kółko sam.
W sumie wyszło że przebiegłem 8km i wróciłem do mieszkania o 19, a wcześniej nie jadłem jeszcze obiadu. Stanąłem przed wyborem czy jeść obiad o 22 i brać się za trening, czy zrobić obiad, po nim przerwa i wtedy trening a to wychodziło i tak o 22;/.
Postanowiłem więc odpuścić trening całkowicie i nadrobić go kolejnego dnia, tym bardziej że uda dość mocno dawały się we znaki po takim dystansie.
W sobotę chciałem przebiec jeszcze 5 km i w niedziele rzucać się na magiczne 10km. A jak wyszło to później.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz